(Ciocia, czy wszystko jest git? Daj znać, bo się martwię, tęsknię i takie tam...)
Frunęłam samolotem do Wrocławia. Bardzo przyjemnie, polecam.
Z Wrocka pojechałam do dziadków do Opola (skodą!)
a tam już na mnie czekało bardzo wygodne lóżeczko. Potem przez kilka dni chodziliśmy na spacery, ale wcale nie było śniegu. Za to poznałam Ewkę i Mariankę i miałam dużo czasu dla babci Basi.
W sobotę przyjechała ciocia Gosia, wuj Grzech i moi bracia cioteczni Tadek i Wojtek. Z tej okazji dziadek założył klubową marynarkę, a potem zrobił dużo zdjęć. Babcia zrobiła dużo jedzenia. Wszyscy nosili mnie na rękach i opowiadali różne historie. Ja się tylko ładnie uśmiechałam i nic nie mówiłam bo tak jest najbezpieczniej ;)
Było miło, ale na drugi dzień wsiedliśmy do pociągu. Jak wysiedliśmy to był już Poznań.
W Poznaniu śpi się świetnie, pod czeremchą.
Wyspałam się i wtedy wzięłam rodziców i babcie Dorotę na spacer do Lasku Marcelińskiego, nieźle bujało!
No comments:
Post a Comment