W Poznaniu u babci Doroty były niezłe śniadania. Po takim śniadaniu idzie się na obiad do babci Marylki i podwieczorek u babci Irenki. A w międzyczasie wygania się wszystkich na spacer, ze mną. A pan ortopeda sprawdził, że wszystkie nóżki i rączki mam proste i kazał tacie bawić się ze mną w samoloty. Nic mu nie powiedziałam o pufie z grochem. Dalej będę sobie na niej leżeć bo mi tak dobrze (o ile rodzice mi taką kupią w Dubline, obiecali!)
Byłam też u Łopatków, ale mama zapomniała kliszy do aparatu (czy coś) i nie ma zdjęć.
Ale było bardzo miło. Jak już mi się znudziło w Poznaniu to pojechałam do Warszawy. To tam gdzie śnieg i brzozy. I dziadek Andrzej, Marzenka, Brysia i Pumek. Pumkowi dałam się nawet obwąchać ale dopiero na czwarty dzień.
Madzię poznałam niedawno. Jest troszkę większa ode mnie ale i tak ją lubię.
Zesztą robi niezłe miny.
Od lewej Stachu, Andrzej, Mama, Justyna i ja. Stachu jest 4 x starszy ode mnie.
Dosyć męczące te całe wakacje. Miło było poznać i fajne prezenty ale po 3 tygodniach zdecydowałam: wracam do domu. |
| Czekał na mnie tata. Prawie go nie poznałam. A to moja nowa mina popisowa opanowana na wakacjach. Razem z samogloską "A". Tzn.: Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa......... Nie tak, GŁOŚNIEJ! |
No comments:
Post a Comment