Wednesday, December 31, 2008

w Warszawie i Poznaniu

U Dziadka Andrzeja i Marzenki było bardzo miło mimo małych złośliwości na temat mojej wagi.
Nic sobie z tego nie robiłam i sama zjadłam całego gołąbka. A u Szymka było ładne światło więc dałam się fotografować do oporu. Na sesję zdjęciową nie załapali się niestety Ewa z Maciejem ani Natalia i Michał z rodzicami, wujem i babcią. Za to pomidorówkę z ryżem wspominam do teraz. Pycha.





Warszawa różni sie od Poznania tym, że są tam koty. W Poznaniu są psy. Więc jakbyście się kiedyś zgubili to wystarczy się rozejrzeć. W Poznaniu akurat były święta, cały ten bałagan z uszkami plus góra prezentów. Natalia, moja kuzynka, mówiła, że przyniósł je Gwiazdor - to musi być miły człowiek. Choć dość rozrzutny.
Na wigilii najbardziej smakowały mi ciasta, chociaż rybna była też niczego sobie. Nie mam z Poznania ani jednego zdjęcie z babcią Dorotą ani z ciocią Kicią. Skandal. Poszukam nowego fotografa bo ten to jakiś amator.



No comments: